czwartek, 6 marca 2014

Anatomia smutku

Rozsypałam pełne żalu słowa na parkiecie, wbijając przedtem nóż głęboko w papier. Ranię dziś, tego smutnego wieczoru, bo wczoraj mnie zraniono. Wystarczyły dwie wilgotne pary oczu unikające się wzajemnie, kilka zbędnych słów, masa zdań niewypowiedzianych i pękło wszystko, w co już wcześniej trudno było mi uwierzyć. Łatwo byłoby ukryć łzy toczące się po policzkach - deszcz i mrok ułatwiały zadanie. Nie płakałam. Ani wtedy, ani w tramwaju. Zajęłam się superważnymi tekstami na psychologię, a potem, przy ciepłej herbacie i lekkiej muzyce, bez namysłu wypisałam wszystkie plusy zaistniałej sytuacji, zapełniając maczkiem kartkę formatu A4. "Zaistniałej sytuacji". Dawkuję ją sobie i wciąż bronię się przed myślą, że więcej się nie zobaczymy.

Lista pełna plusów okazuje się kiepską tarczą. Wpełza we mnie zdradziecka pustka.

- Najistotniejsze wciąż jest to, czy ty tego chcesz. Chcesz?
- Nie wiem. 



Podpisano: Niechciana.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz